Pojawiła się nadzieja dla pacjentów z drobnokomórkowym rakiem płuca

Od 1978 r. nie było zmian w leczeniu drobnokomórkowego raka płuca. We wrześniu tego roku w Unii Europejskiej została zarejestrowana pierwsza immunoterapia dla chorych na drobnokomórkowego raka płuca. W Polsce lek czeka na refundację.

W Polsce na raka płuca choruje ponad 25 tys. rocznie. Ok. 15 proc. z nich, czyli ponad 3 tys. osób ma drobnokomórkowego raka płuca. Pozostali to pacjenci z niedrobnokomórkowym rakiem płuca.

Drobnokomórkowy rak płuca to niezwykle agresywny nowotwór – szybko podwaja swoją masę i w odróżnieniu od niedrobnokomórkowego raka płuca jego leczenie nie przynosi oczekiwanych efektów. Jest on co prawda wrażliwy na chemioterapię, ale komórki nowotworowe szybko uodparniają się na leczenie. Ma też skłonność do przerzutów do kości, wątroby, ale przede wszystkim do centralnego układu nerwowego.

Rokowanie w tym nowotworze nie jest dobre. Tylko 5 proc. chorych ma szanse przeżyć 5 lat od rozpoznania choroby.
Na drobnokomórkowego raka płuca zazwyczaj chorują osoby między 65 a 70 rokiem życia.
„Coraz częściej nowotwór ten jest jednak wykrywany u młodych ludzi, widujemy pacjentów nawet przed czterdziestym rokiem życia. Jest to o tyle dramatyczne, bo im młodszy jest pacjent, tym rak jest bardziej agresywny” – dodaje dr Izabela Chmielewska z Katedry i Kliniki Pneumonologii, Onkologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Drobnokomórkowy rak płuca jest zazwyczaj późno diagnozowany. Dzieje się tak dlatego, że pacjenci zbyt późno zgłaszają się do lekarza. Nowotwór nie powoduje bowiem bólu w klatce piersiowej ani nie budzi ich niepokoju kaszel, który utrzymuje się przez kilka tygodni. Dopiero gdy w plwocinie pojawia się krew lub są bardzo osłabieni, zgłaszają się do lekarza.
„Zdarza się też, że pierwsze dolegliwości, na jakie skarży się pacjent dotknięty drobnokomórkowym rakiem płuca i z jakimi do nas trafia, to nie są kłopoty z oddychaniem, lecz bóle i zawroty głowy. Oznacza to, że pojawiły się przerzuty odległe, do centralnego ośrodka nerwowego” – wyjaśnia dr Chmielewska.

Sporo czasu zajmuje postawienie diagnozy. Gdy pacjent zgłasza się do lekarza, bo dokucza mu kaszel, chrypka, duszność, a do tego pali papierosy i choruje na POChP, ma wykonywane prześwietlenie klatki piersiowej. Na zdjęciu rentgenowskim nie zawsze widać jednak zmiany w płucach. Zdarza się bowiem, że serce przesłania guza.

Gdy niepokojące objawy się utrzymują, a do tego w odkrztuszanej wydzielinie pojawia się krew, lekarz kieruje na badanie tomografem komputerowym. Jeśli potwierdzi się podejrzenie procesu nowotworowego, wykonuje biopsję. Wycinek tkanki pobiera albo przez ścianę klatki piersiowej, albo drogą przezoskrzelową. Od niedawna lekarze mają do dyspozycji bronchoskopię EBUS – urządzenie, oprócz kamerki, wyposażone jest w głowicę ultrasonograficzną, dzięki czemu mogą zobaczyć zmiany poza ścianą oskrzela, a także precyzyjnie pobrać wycinek tkanki do badań.

„Wszystkie te badania trwają kilka tygodni. Tylko na wynik badania histopatomorfologicznego możemy niekiedy czekać nawet cztery tygodnie. A dopiero to badanie rozstrzyga, czy pacjent ma raka płuca i jaki to jest nowotwór” – wyjaśnia Chmielewska.

Leczenie chorych na drobnokomórkowego raka płuca zależy od stopnia zaawansowania. W przypadku tego nowotworu chirurgia nie odgrywa istotnej roli, bo znikoma liczba pacjentów ma zmiany we wczesnym stadium rozwoju. Do klinik zgłaszają się najczęściej chorzy już w stadium zaawansowanym.
„Gdy nie ma przerzutów odległych – do wątroby, kości lub centralnego układu nerwowego, a zmiany nowotworowe znajdują się jedynie w obrębie klatki piersiowej i w węzłach chłonnych, możemy zastosować chemioterapię i radioterapię, podczas której naświetlany jest guz i węzły chłonne śródpiersia” – dodaje dr Chmielewska. Gdy dochodzi do regresji, lekarze napromieniają jeszcze centralny układ nerwowy, aby ochronić mózg przed przerzutami.

„Niestety, do takiego leczenia kwalifikuje się bardzo mało chorych, zaledwie 10-20 proc. ze wszystkich pacjentów z drobnokomórkowym rakiem płuca. Ale i tak u 80 proc. z tej grupy dochodzi do wznowy” – podkreśla prof.  Dariusz Kowalski z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Centrum Onkologii – Instytut im Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

U pozostałych 80 proc. chorych, czyli tych, którzy mają rozsianą postać choroby, lekarze stosują różne schematy chemioterapii. Chemioterapia przynosi zatem efekty, ale i tak u wszystkich chorych po pewnym czasie dochodzi do wznowy. Wtedy lekarze mogą zastosować kolejną linię chemioterapii, ale odsetek odpowiedzi jest jeszcze niższy. „Nic więcej chorym nie mamy do zaoferowania. Od lat 70., czyli przez 40 lat, nie pojawił się bowiem żaden nowy lek dla tych chorych” – dodaje prof. Kowalski.

Teraz ma szansę to się zmienić. Jesienią tego roku został zarejestrowany w Unii Europejskiej atezolizumab, lek stymulujący odpowiedź immunologiczną, czyli tzw. immunoterapia, która zmusza układ odpornościowy do walki z komórkami nowotworu.
„Lek ma nie dopuścić do nawrotu i sprawić, że układ odpornościowy chorego będzie walczył z nowotworem. Niektórzy pacjenci, u których zastosowano tę nową terapię, będą żyć dłużej niż gdyby dostali dotychczasowe leczenie. Dodanie immunoterapii pozwala zmniejszyć ryzyko zgonu o 30 proc.” – wyjaśnia dr Chmielewska. Leczenie to jest już stosowane z powodzeniem w standardowej praktyce klinicznej u pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca.

„Jest to pierwszy od lat lek, który przynosi efekty terapeutyczne – wydłuża życie i poprawia jego jakość. Można go stosować w pierwszej linii u chorych w stadium rozsianym raka, gdy nie można zastosować radykalnej terapii” – wyjaśnia prof. Kowalski. I dodaje: „To nie jest tak spektakularny efekt, jaki dzięki nowym terapiom udaje się uzyskać u chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca, ale jest to sukces. Podejmowano było wiele prób z nowymi cząsteczkami lub nowymi schematami leczenia, ale żadne nie przyniosły pozytywnych efektów”.

„Coraz więcej wiemy o tym nowotworze, coraz więcej wiemy o czynnikach, które decydują o rozwoju raka, ale pojawia się też coraz więcej pytań. Nowa terapia może nie jest przełomem, ale na pewno jest początkiem zmian, iskierką nadziei, że nowe, skuteczne terapie będą dostępne także dla pacjentów z drobnokomórkowym rakiem płuca” – podsumowuje dr Chmielewska.