Leczenie stwardnienia rozsianego wciąż nieopłacalne

Zmiany w organizacji leczenia i opieki nad pacjentem ze stwardnieniem rozsianym spowodowane pandemią koronawirusa przebiegły sprawnie – zarówno pacjenci, jak i lekarze doskonale poradzili sobie w nowej sytuacji. Na tym kończą się pochwały, jeżeli chodzi o organizację opieki nad pacjentem z SM. Złagodzenie kryteriów kwalifikacji do programu lekowego w II linii leczenia, uproszczenie programów lekowych i systemu monitorowania SMPT, poprawa wycen programów lekowych, uwzględniająca wynagrodzenie za pracę, stworzenie specjalizacji pielęgniarki neurologicznej – to problemy, które trzeba jak najszybciej rozwiązać. W tym roku 27 maja obchodzimy Światowy Dzień Stwardnienia Rozsianego – to doskonała okazja, aby przypomnieć, z czym muszą zmierzyć się pacjenci z tą chorobą i lekarze, nie tylko w dobie COVID-19.

Stwardnienie rozsiane (SM) to przewlekła, postępująca choroba układu nerwowego, w której dochodzi do uszkodzenia osłonek mielinowych włókien nerwowych, czyli tzw. demielinizacji. Brak osłonek mielinowych sprawia, że przekazywanie impulsów nerwowych jest zaburzone i dochodzi do objawów neurologicznych, a także do uszkodzenia komórek nerwowych. Zmiany chorobowe mogą być zlokalizowane w różnych częściach układu nerwowego, stąd określenie „rozsiane”. Objawy stwardnienia rozsianego mogą być bardzo zróżnicowane i występować z różnym nasileniem u poszczególnych chorych. Najczęściej występują zaburzenia: ruchowe, widzenia, równowagi i czucia.

Częstym objawem jest przewlekłe zmęczenie. Mówiąc o leczeniu stwardnienia rozsianego mamy na myśli 3 jego aspekty:
– leczenie rzutu choroby, które najczęściej polega na podaniu sterydów
w okresie zaostrzenia objawów;
– leczenie objawowe polegające na łagodzeniu poszczególnych objawów choroby, np. stosowanie leków obniżających napięcie mięśniowe w przypadku nasilonej spastyczności;
– i przede wszystkim leczenie modyfikujące przebieg choroby, czyli stosowanie leków immunomodulujących lub immunosupresyjnych, które hamują postęp choroby, zmniejszają liczbę rzutów i progresję niepełnosprawności.

Leczenie to jest prowadzone w ramach, tzw. programów lekowych: I i II linii. Jeżeli pacjent nie odpowiada na zastosowane leczenie początkowe, tzw. 1. linię leczenia, powinien otrzymać leczenie 2. linii.

I tu zaczyna się problem, bo kryteria kwalifikacji do 2. linii leczenia są bardzo rygorystyczne.

„Kryteria przejścia z jednej linii do drugiej są tak skonstruowane, że utrudniają pacjentom dostęp do bardziej nowoczesnego leczenia. Musimy czekać na duże pogorszenie stanu zdrowia pacjenta, żeby włączyć go do 2. linii leczenia, co jest niezgodne z polskimi i światowymi wytycznymi. Stwardnienie rozsiane to choroba autoimmunologiczna i zwlekanie z wprowadzeniem terapii może skutkować pogłębieniem niepełnosprawności pacjenta. My, a przede wszystkim nasi pacjenci, nie możemy czekać. W listopadzie 2019 roku opracowaliśmy nowy program leczenia SM zarówno lekami 1., jak i 2. linii. Został on pozytywnie zaopiniowany przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, ale do dziś nie został wprowadzony w życie, a byłby korzystny dla chorego i jego bliskich, lekarza oraz płatnika” – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Halina Bartosik-Psujek, prezes Sekcji Stwardnienia Rozsianego i Neuroimmunologii Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Kryteria kwalifikacji to nie jedyny problem związany z programami lekowymi. Drugi, również ważny to wyceny, które są za niskie, przez co wiele ośrodków nie chce prowadzić programów lekowych, gdyż często generuje to straty dla placówki. Pacjentów ze stwardnieniem rozsianym przybywa, a kolejki się wydłużają. Sekcja Stwardnienia Rozsianego i Neuroimmunologii PTN przeprowadziła w ubiegłym roku ankietę wśród lekarzy obsługujących programy lekowe, z których wynika, że lekarze są sfrustrowani
i obciążeni pracą, za którą nie otrzymują dodatkowego wynagrodzenia. Pracę wykonują często po godzinach, a ich wynagrodzenie jest takie samo jak lekarzy, którzy programów nie prowadzą.

„W tej chwili płatności w programie lekowym pokrywają koszty leku i badań kontrolnych, które musimy przeprowadzić u pacjenta, natomiast nie pokrywają wynagrodzenia dla osób, które te programy realizują, tak jakby pracy ludzkiej w ogóle nie było. A to dodatkowa praca, często wykonywana po godzinach, które nie wchodzą w standardowe wynagrodzenie w ramach etatu. Oprócz tego lekarz nie tylko przeprowadza wizytę, ocenia pacjenta, decyduje o dalszym leczeniu, badaniach, ale musi to jeszcze zaraportować do systemów NFZ – Systemu Monitorowania Programów Lekowych (SMPT). To wszystko jest bardzo czasochłonne” – dodaje prof. Bartosik-Psujek.

„Nie ma wątpliwości, że system SMPT jest potrzebny, co pokazała pandemia koronawirusa. W momencie, kiedy trzeba było przekazać pacjentów z ośrodków przekształconych na szpitale jednoimienne do innych ośrodków można było łatwo i szybko sprawdzić historię choroby pacjenta w SMPT – kiedy zostało włączone leczenie, jakim lekiem, kiedy były robione badania kontrolne. Ale ten program powinien być przyjazny dla osób go obsługujących. Powinien być bardziej elastyczny i gromadzić tylko niezbędne
i przydatne z medycznego punktu widzenia informacje. W tej chwili zmuszeni jesteśmy do pracochłonnego raportowania informacji, których SMPT nie musi zawierać, bo są sprawozdawane przez świadczeniodawcę inną drogą. W listopadzie 2019 roku spotkaliśmy się z przedstawicielami NFZ, przedstawiliśmy nasze główne problemy i postulaty dotyczące SMPT, ale na razie nic się nie zmieniło” – dodaje prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, konsultant wojewódzki w dziedzinie neurologii dla woj. podlaskiego.
– „Wypełniając SMPT musimy dostosować się do wymogów, które często nie mają racjonalnego wytłumaczenia, jak np. wprowadzanie łącznej dawki leku wydanej na wizycie w miligramach, podczas gdy niektóre leki są podawane w mikrogramach. Musimy to przeliczać, w przypadku błędu, istnieje ryzyko, że NFZ nie zapłaci za świadczenie i to nie tylko za obsługę programu, ale także za bardzo drogi lek, za który szpital zapłacił już producentowi”.

W leczeniu chorych z SM bardzo ważną rolę odgrywają również tzw. „pielęgniarki SM-owe” zaangażowane w prowadzenie programów lekowych.
„Rola pielęgniarki w prowadzeniu programu lekowego jest nie do przecenienia. To ogromna pomoc dla lekarza i pacjenta. Pielęgniarka ma bezpośredni kontakt z pacjentem, wyjaśnia wątpliwości związane z przyjmowaniem leków, wspiera pacjenta i ułatwia pracę lekarzowi. Chcę złożyć ogromny ukłon w stronę wszystkich pielęgniarek, które pracują przy programach lekowych. Robią to najczęściej w ramach etatu, obok innych licznych obowiązków i nie otrzymują z tego tytułu dodatkowego wynagrodzenia, a to ciężka praca, która zajmuje bardzo dużo czasu. Uważam, że rozwój neurologii w ostatnich latach sprawił, iż należałoby wprowadzić specjalizację pielęgniarską z neurologii, aby pielęgniarki pracujące w oddziałach neurologicznych były jak najlepiej przygotowane do swojej trudnej roli” – dodaje prof. Kułakowska.

Ogromną rolę w prowadzeniu programów lekowych odgrywa również apteka szpitalna, która odbiera lek, musi go w odpowiednich warunkach przechowywać i wydać, ma również za zadanie ten lek rozliczyć i w przeciwieństwie do aptek poza szpitalnych nie otrzymuje z tego tytułu żadnej prowizji.

Pierwsze objawy stwardnienia rozsianego pojawiają się najczęściej w 20.-40. roku życia. Rzadko zdarza się początek choroby u osoby poniżej 18. roku życia i powyżej 50. roku życia. Zatem chorują głównie ludzie młodzi. Choroba ta częściej dotyka kobiety – 6 na 10 przypadków. W Polsce na stwardnienie rozsiane choruje ponad 40 tys. pacjentów, a każdego roku diagnozę słyszy prawie 2 tys. osób.

Światowy Dzień Stwardnienia Rozsianego został ustanowiony przez Międzynarodową Federację Stwardnienia Rozsianego i jest obchodzony w niemal 50 krajach na całym świecie. To również dzień, w którym Polskie Towarzystwo Neurologiczne ponawia apel kierowany już wielokrotnie do Ministerstwa Zdrowia, aby neurologię uznać za dziedzinę priorytetową, tak aby możliwe było szybkie wprowadzenie zmian w zakresie funkcjonowania tej specjalności – niezbędne do właściwej opieki nad narastająca liczbą pacjentów.

Informacja powstała w ramach kampanii edukacyjnej Polskiego Towarzystwa Neurologicznego „Neurologia bliżej niż myślisz”.