„Czas zadać pytanie ile budżet państwa stracił przez niedofiansowanie ochrony zdrowia. W końcu nie od dziś wiadomo, że jeden dolar przeznaczony na zdrowie zwraca się 4 w gospodarce” – podkreśla Andrzej Jacyna, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia podczas wystąpienia na II kongresie Wizja Zdrowia, który odbył się 2 października w Warszawie.
Od razu podkreślmy, że było to jedno z nielicznych wystąpień, które zostało przyjęte oklaskami.
Jak podkreślał dalej „pokładał duże nadzieje we wzroście wynagrodzeń, a nie w tzw. ustawie 6 proc. PKB”. Jego zdaniem bez systematycznego wzrostu płac w naszym systemie opieki zdrowotnej niewiele się zmieni.
Pomysłem szefa NFZ jest także wciągnięcie do systemu NFZ dwóch grup, które dziś z usług publicznego płatnika nie korzystają – osób pracujących na umowę-zlecenie oraz prezesów spółek, także spółek państwowych (obie te grupy nie płacą dzisiaj składki zdrowotnej. Pierwsza ze względu na rodzaj zatrudnienia, druga – bo zarobki najwyżej zarabiających są z tych składek ustawowo zwolnione – przyp. red.).
„Gdyby te grupy oskładkować w systemie przybyłoby 6 mld zł rocznie. A biorąc pod uwagę chociażby solidaryzm społeczny trzeba te składki wprowadzić” – podkreślał Jacyna.
Jednak dopytywany przez nas czy te zmiany zostały już zaakceptowane przez ministra finansów i na jakim etapie jest projekt ustawy nie chciał zdradzić szczegółów.
Jacyna po raz kolejny zapowiedział także, że NFZ będzie wprowadzał rozwiązania ograniczające koszty, np. powrót do dyżurów tępych i ostrych.
„Nie ma powodu, by 3 szpitale mieszczące się w odległości 30 km od siebie jednocześnie dyżurowały. To nie logiczne i oznacza niepotrzebne wydatki. Ale powiedzmy sobie szczerze – wiele trudnych decyzji jest jeszcze przed nami” – tłumaczył Jacyna.









































