Gałązka-Sobotka: potrzebujemy 1 mld zł na onkofundusz

„Czas zacząć myśleć o medycynie w perspektywie kilkuletniej, a nie krótkoterminowej, do której przyzwyczaiły nas roczne plany i sprawozdania NFZ. W naszym ostatnim raporcie przygotowanym przy współpracy z ekspertami Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów dokonaliśmy analizy typu horizon scanning, tzn. przyjrzeliśmy się najnowszym terapiom, jeszcze niedostępnym w Polsce, rekomendowanym dla dwunastu najczęstszych nowotworów litych i hematologicznych, których stosowanie może przynieść pacjentom znaczącą poprawę stanu zdrowia. Ich udostępnienie wiązało by się jednak z kosztem ok. 1 mld zł rocznie, przy założeniu, że wszystkie wprowadzamy od razu. Wiedza ta skłania nas do powrotu do pytania, co zrobić, aby możliwości wczesnego dostępu do najnowocześniejszych skutecznych terapii stały się realnym udziałem także polskich pacjentów. I tutaj wracamy do koncepcji wydzielonego funduszu, który pozwolił by pacjentom, dla których nie ma już żadnej innej opcji terapeutycznej na skorzystanie z dobrodziejstwa postępu naukowego w postaci najnowszych technologii, zarówno lekowych, jak również nielekowych” – mówi w rozmowie z ISBzdrowie dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego oraz Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, współautorka raportu „Koszty nowych technologii lekowych w leczeniu najczęściej diagnozowanych nowotworów. Prognoza 2019-2021”. – „Tym bardziej, że w Polsce z różnych powodów średnio na refundację nowoczesnych leków czekamy ok. 5 lat”.

Warto przypomnieć, że – jak podaje fundacja onkologiczna Alivia – spośród 94 cząsteczek leczniczych zarejestrowanych przez Europejską Agencję Leków, w Polsce tylko 34% dostępnych jest częściowo w ramach programów lekowych (istotne ograniczenia w dostępie dla pacjentów w stosunku do wskazań klinicznych), 13% dostępnych jest katalogu chemioterapii, a 1% dostępny jest w aptece. To oznacza, że w Polsce 52% cząsteczek nie jest w ogólne refundowanych. To powoduje, że polscy pacjenci mają jeden z najgorszych dostępów do innowacyjnego leczenia w Europie (lepiej jest m.in. na Węgrzech, w Rumunii). W styczniu 2017 r. tylko w jednym nowotworze (nowotwór złośliwy jajnika) proponowany w Polsce schemat leczenia odpowiadał międzynarodowym wytycznym klinicznym.

Powodem są  niskie nakłady na nowe innowacyjne leki. Wskutek tego nie tylko wiele z nich jest niedostępnych dla pacjentów, a większość z tych które są dla nas dostępne, są finansowane ze środków publicznych tylko w okrojonym zakresie (w ramach tzw. programów lekowych). Skutek? Szansę na optymalne leczenie ma bardzo niewielka grupa chorych osób.

„Dlatego powstała idea stworzenia osobnego funduszu, w odniesieniu do analizowanych przez nas chorób możemy mówić o onkofunduszu, ale zasadniczo powinniśmy dyskutować o funduszu wczesnego dostępu do terapii, bo równie dobrze mógłby on objąć i inne dziedziny medycyny. Bardzo wiele krajów wypracowało już mechanizmy wczesnego dostępu, my też mamy – nazywa się RDTL (ratunkowy dostęp do technologii lekowych – przyp. red.), ale wszyscy wiedzą jak on działa, a właściwie nie działa, szczególnie ze względu na brak zabezpieczenia środków finansowych, co powoduje, że koszt wczesnego dostępu leku musi pokryć szpital (pisaliśmy o tym: https://www.isbzdrowie.pl/2019/02/ratunkowy-dostep-do-lekow-to-potworek-i-fikcja/)” – przypomina Gałązka-Sobotka.

Skąd miały by pochodzić środki na ten fundusz? „Kluczowe jest aby nie łączyć tego funduszu ze środkami, które już są w NFZ. Proponujemy, aby rozważyć zasilenie tego funduszu nowymi źródłami np. przychodami ze zwiększonej akcyzy na alkohol, e-papierosy czy z tzw. sugar taxu (podatku od cukru). Podobnie jak wielu ekspertów apelujemy, aby nowe lub wzrosty obecnych podatków na produkty negatywnie wpływające na zdrowie dedykować wydatkom na zdrowie. Przychody z tych tytułów powinny mieć charakter ‚pieniędzy znaczonych’ i mogłyby zasilić np. Fundusz zdrowia publicznego oraz Fundusz dostępu ratunkowego do nowoczesnych technologii” – wyjaśnia nam Małgorzata Gałązka-Sobotka” – wyjaśnia nam Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Na choroby onkologiczne umiera blisko 106 tysięcy Polaków rocznie. To tyle, ile wynosi obecnie populacja Elbląga, Koszalina czy Kalisza. Nowotwory są drugą przyczyną śmierci Polaków, odpowiadając za 28% zgonów. Jednocześnie, o ile w przypadku chorób układu krążenia, które są odpowiedzialne za blisko 43% zgonów, wdrożone rozwiązania systemowe spowodowały, iż od 30 lat ten odsetek jest stały, a nawet maleje, to o tyle od 1990 r. odsetek umierających na choroby onkologiczne wzrósł o blisko 9 punktów proc.

Niestety również statystyki zachorowalności na nowotwory są bardzo złe. W 2016 r. mieliśmy 180 tys. nowych zachorowań, to według szacunków w 2029 r. liczba zachorowań wzrośnie do 220 tys. rocznie. W polskich szpitalach co roku na nowotwory leczonych jest ok. 366 tys. pacjentów. Ze względu na specyfikę i przebieg wielu chorób onkologicznych w terapię zaangażowana jest cała rodzina, a na pewno rodzice i dzieci chorego. W związku z tym, należy szacować, że na nowotwory „pośrednio choruje” w Polsce blisko 1,5 mln osób.

Perspektywy dla wyleczenia nowotworów w naszym kraju niestety są gorsze niż w państwach o podobnym poziomie rozwoju gospodarczego w Unii Europejskiej, w tym  regionie i znacznie gorsze niż w państwach wysokorozwiniętych, uznających leczenie nowotworów i zdrowie obywateli za priorytet, jak jest np. w Skandynawii. Widać to szczególnie w tzw. odsetku pacjentów z 5-letnimi przeżyciami zdiagnozowanego raka. W Polsce wynosi on tylko 41% osób chorych, podczas gdy w Szwecji czy Finlandii wskaźnik ten wynosi ponad 60%, a w krajach UE o podobnym PKB per capita, jak Polska czyli np. w Czechach i Portugalii przekracza 50%. To oznacza, że w Polsce mamy co najmniej kilkanaście tysięcy przedwczesnych zgonów rocznie.