Czekamy na wprowadzenie telemonitoringu do koszyka świadczeń

80 milionów Europejczyków cierpi z powodu chorób układu krążenia. 41% zgonów w całej populacji to zgony z przyczyn sercowo-naczyniowych. Skala problemu w sposób bezpośredni przekłada się na koszty. W kategorii liczby hospitalizacji z powodu niewydolności serca Polska zajmuje pierwsze miejsce wśród wszystkich krajów OECD.

500 tys. Polaków żyje ze wszczepionym urządzeniem medycznym, stosowanym w elektroterapii serca. Według oceny prof. Marcina Grabowskiego, kierownika Pododdziału Elektrokardiologii w I Katedrze i Klinice Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, ok. 5000-6000 pacjentów jest objętych telemonitoringiem.

Telemonitoring pozwala na wczesną detekcję zaburzeń rytmu lub problemów technicznych wszczepionego urządzenia, a co za tym idzie na szybką reakcję. Wiąże się to z tym, że pacjenci objęci telemonitoringiem rzadziej trafiają do szpitala w związku z zaostrzeniem niewydolności serca. Poza tym pacjenci objęci telemonitoringiem dłużej żyją (redukcja śmiertelności o 64%).

Telemonitoring pozwala także na zmniejszenie liczby wizyt kontrolnych, co ma niebagatelne znaczenie, np. w obecnych czasach pandemii.

Krokiem milowym w dopuszczeniu telemedycyny była nowelizacja ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia (z 09. 10. 2015 r.). W 2018 r. AOTMiT wydał pozytywną opinię nt. zasadności wprowadzenia telemetrycznego nadzoru nad pacjentem z implantowanym automatycznym systemem kardiowersji lub defibrylacji lub układem resynchronizującym.

Nadal jednak czekamy na wprowadzenie telemonitoringu do koszyka świadczeń gwarantowanych. Na chwilę obecną głównym ograniczeniem są: koszt nadajnika i koszt kontroli. W Polsce nie jest refundowane wydanie pacjentowi nadajnika ani też objęcie go monitoringiem.

fot. Iza Szumielewicz