Kojarzenie chemioterapii i immunoterapii w drobnokomórkowym raku płuca

W Polsce na raka płuca choruje ponad 25 tys. rocznie. Ok. 15 proc. z nich, czyli ponad 3 tys. osób ma drobnokomórkowego raka płuca. Pozostali to pacjenci z niedrobnokomórkowym rakiem płuca.

„To wysoce agresywny nowotwór, z szybkim przebiegiem i złym rokowaniem” – podkreśla dr n. med. Sylwia Tabor z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Centrum Onkologii – Instytut im Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Ten typ nowotowru szybko podwaja swoją masę i w odróżnieniu od niedrobnokomórkowego raka płuca jego leczenie nie przynosi oczekiwanych efektów. Jest on co prawda wrażliwy na chemioterapię, ale komórki nowotworowe szybko uodparniają się na leczenie. Ma też skłonność do przerzutów do kości, wątroby, ale przede wszystkim do centralnego układu nerwowego.

Rokowanie w tym nowotworze nie jest dobre. Tylko 5 proc. chorych ma szansę przeżyć 5 lat od rozpoznania choroby. Na drobnokomórkowego raka płuca zazwyczaj chorują osoby między 65 a 70 rokiem życia.

Drobnokomórkowy rak płuca jest zazwyczaj późno diagnozowany. Dzieje się tak dlatego, że pacjenci zbyt późno zgłaszają się do lekarza. Nowotwór nie powoduje bowiem bólu w klatce piersiowej ani nie budzi ich niepokoju kaszel, który utrzymuje się przez kilka tygodni. Dopiero gdy w plwocinie pojawia się krew lub są bardzo osłabieni, zgłaszają się do lekarza.

„A właśnie od stopnia zaawansowania zależy leczenie tych chorych. Rzadko ma tu zastosowanie chirurgia, najczęściej stosuje się skojarzoną radio i chemioterapię” – wyjaśnia Tabor.

Gdy dochodzi do regresji, lekarze napromieniają jeszcze centralny układ nerwowy, aby ochronić mózg przed przerzutami.

„Niestety, do takiego leczenia kwalifikuje się bardzo mało chorych, zaledwie 10-20 proc. ze wszystkich pacjentów z drobnokomórkowym rakiem płuca. Ale i tak u 80 proc. z tej grupy dochodzi do wznowy” – uzupełnia prof. Dariusz Kowalski z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Centrum Onkologii – Instytut im Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

U pozostałych 80 proc. chorych, czyli tych, którzy mają rozsianą postać choroby, lekarze stosują różne schematy chemioterapii.

Nadzieją jest niedawno zarejestrowany w Unii Europejskiej atezolizumab, lek stymulujący odpowiedź immunologiczną, czyli tzw. immunoterapia, która zmusza układ odpornościowy do walki z komórkami nowotworu.

„Jest to pierwszy od lat lek, który przynosi efekty terapeutyczne – wydłuża życie i poprawia jego jakość. Można go stosować w pierwszej linii u chorych w stadium rozsianym raka, gdy nie można zastosować radykalnej terapii” – dodaje prof. Kowalski.

Dwa ostatnie duże badania kliniczne IMpower 133 i Caspian wykazały przewagę nowej metody leczenia, jaką jest immuno-chemioterapia, wobec klasycznej chemioterapii.
„Co warte podkreślenia wyniki obu tych badań są zbieżne – wszyscy chorzy odnieśli korzyść z podania tego leku. Zaobserwowano nie tylko wydłużenie mediany przeżycia, przy jednoczesnej akceptowalnej toksyczności. Profil bezpieczeństwa leczenia był zgodny z dotychczas opisanym ryzykiem; nie zidentyfikowano nowych sygnałów dotyczących bezpieczeństwa” – wyjaśnia Tabor.

Zastosowanie atezolizumabu zostało w ostatnich dniach uznane w oparciu o wyniki badania IMpower133 przez brytyjski NICE za opłacalne wykorzystanie zasobów NHS w leczeniu pierwszej linii rozległego stadium drobnokomórkowego raka płuca.

Leczenie to jest już stosowane z powodzeniem w standardowej praktyce klinicznej u pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca w krajach europejskich. Niestety w Polsce nadal lek czeka na refundację.

Warto przypomnieć, że wiceminister Sławomir Gadomski (odpowiada za onkologię) zapowiadał, że rak płuca w 2020 r. będzie traktowany priorytetowo.