Obecnymi środkami nie damy rady opanować zbliżającej się pandemii nowotworów

Unia Europejska szacuje, że do 2035 r. liczba zachorowań na nowotwory w Polsce podwoi się. Dlatego nasi decydenci muszą zdać sobie sprawę z tego, że trzeba zwiększyć wysiłki i środki przeznaczane na walkę z rakiem. Onkolodzy i pacjenci są zgodni, że konieczne są zmiany w polityce lekowej, m.in. przyspieszenie decyzji refundacyjnych i zwiększenie liczby pacjentów obejmowanych programami lekowymi. Kryteria włączania chorych do programów powinny być zbliżone do wskazań rejestracyjnych leków.

Badanie Concord3 pokazało, że Polska zajmuje ostatnie miejsce w UE, jeśli chodzi o skuteczność leczenia onkologicznego. To m.in. wina słabego dostępu polskich pacjentów do przełomowych, nowoczesnych leków. Jednym nowotworów, którego wyniki leczenia są zdecydowanie niezadowalające jest drobnokomórkowy rak płuca.

„Ten nowotwór występuje znacznie rzadziej niż niedrobnokomórkowy rak płuca: stanowi ok. 15 proc. wśród wszystkich przypadków raka płuca (w Polsce mamy 23 tys. rozpoznań raka płuca rocznie, z czego ok. 3 tys. to rozpoznania drobnokomórkowego raka płuca). Drobnokomórkowy rak płuca jest najczęściej nieuleczalny i w przypadku takiego rozpoznania walczymy o wydłużenie życia chorego. Niestety od ćwierć wieku nie nastąpił żaden znaczący postęp w leczeniu tego nowotworu. W ostatnim czasie ukazały się jednak dwa międzynarodowe badania kliniczne zakończone sukcesem i stanowiące podstawę do rejestracji nowych leków: badanie IMpower133 z atezolizumabem oraz badanie CASPIAN z durvalumabem. Obie te cząsteczki są lekami immunokompetentnymi, przeznaczonymi do stosowania w skojarzeniu ze ze standardową chemioterapią. Badania te pokazały, że jest szansa na efektywniejsze niż dotychczas leczenie chorych z drobnokomórkowym rakiem płuca, choć oczywiście nasze oczekiwania co do wyników terapii są zupełnie inne niż w przypadku chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca, bo są to całkowicie inne grupy chorych. Niestety polscy pacjenci z drobnokomórkowym rakiem płuca nie mają dostępu do tych nowoczesnych leków” – podkreśla prof. Rodryg Ramlau z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Ten sam problem dotyczy chorych na szpiczaka plazmomocytowego, który stanowi 10-15 proc. wszystkich nowotworów hematologicznych. Opublikowany w lipcu 2020 r. przez Fundację Carita raport „Dostęp do nowoczesnych terapii lekowych w szpiczaku plazmocytowym” wykazał, że w Polsce wciąż nie wykorzystuje się potencjału innowacyjnych leków, które mogą znacząco wydłużyć życie pacjentów.

„Rozmawiając z organizacjami pacjenckimi z innych krajów europejskich, zauważyliśmy, że nasze problemy odbiegają od problemów innych. W Europie lekarze i pacjenci zastanawiają się, jaki schemat leczenia zastosować, bo mają ich do wyboru kilka, a my cały czas walczymy o to, żeby mieć dostęp do leków. Zebraliśmy więc wszystkie dane europejskie i okazało się, że jesteśmy w Europie na niechlubnym końcu pod względem dostępności do leczenia szpiczaka we wszystkich liniach. Wypadamy słabiej nie tylko w porównaniu z krajami o podobnym do Polski dochodzie na jednego mieszkańca, jak Estonia, Litwa czy Słowacja, ale nawet w porównaniu z krajami o dochodzie niższym niż w Polsce, takimi jak Rumunia, Węgry czy Bułgaria. Co prawda, w lipcu 2019 r. weszły do programów lekowych dwie nowe cząsteczki, ale z uwagi na bardzo rygorystyczne kryteria włączenia, zbyt mało pacjentów może korzystać z tych programów. Nigdzie w Europie nie ma takich ograniczeń. Większości polskich chorych pozostaje udział w badaniach klinicznych lub starania o podawanie leku w ramach procedury dostępu ratunkowego” – podkreśla Łukasz Rokicki, prezes Fundacji Carita.

„Obecnie trwają dyskusje nad objęciem refundacją i programami lekowymi pięciu nowych cząsteczek przeznaczonych do leczenia szpiczaka plazmocytowego. Trzy z nich dotyczą leczenia pierwszej linii, i jest wśród nich zarówno schemat dla pacjentów młodszych kwalifikujących się do przeszczepienia, jak i schemat dla pacjentów starszych. Kolejne dwa dyskutowane schematy dotyczą leczenia drugiej i kolejnych linii. Jeden z nich nie zawiera leku immunomodulującego i może być stosowany u pacjentów, którzy mają nawrót podczas leczenia immunomodulującego. Dyskutowane schematy nie konkurują ze sobą, bo każdy z nich jest przeznaczony dla innej grupy chorych. Dlatego liczę na to, że każdy z nich zostanie objęty refundacją” – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Onkolog podkreśla, że nowe schematy składają się, w dużej mierze, z leków doustnych. Jest to o tyle korzystne, że leczenie doustne nie wiąże się z koniecznością hospitalizacji chorych, jest więc bardzo pożądane w sytuacji deficytu personelu i łóżek onkologicznych.

„W obecnej sytuacji epidemicznej musimy robić wszystko, żeby nie narażać pacjentów na ryzyko infekcji koronawirusem, związane z wizytą w ośrodku zdrowia, i jeśli jest to możliwe, powinniśmy wybierać terapie doustne. Chorzy na szpiczaka są pacjentami z niedoborami odporności i w momencie dodatkowej infekcji koronawirusem przebieg tej infekcji jest bardzo niekorzystny. Dane z Wielkiej Brytanii mówią o 50 procentowej śmiertelności u pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym i COVID-19. Ponadto zamiast leków w tradycyjnych wlewach, wymagających ok. 8 godzinnej hospitalizacji, można wybierać nowe formy podskórne, których podanie wiąże się ze znacznie krótszym pobytem chorego w ośrodku” – podkreśla prof. Krzysztof Giannopoulos.

Prof. Rodryg Ramlau zauważa, że w polskiej onkologii konieczne są pilne zmiany nie tylko w kierunku zwiększenia dostępności do nowoczesnych leków, ale również do leczenia skojarzonego.
„Muszą powstawać ośrodki leczenia interdyscyplinarnego, obejmującego także nowoczesną radioterapią. Obecnie w Polsce aż 50 proc. chorych nie ma dostępu do multidyscyplinarnego leczenia skojarzonego” – stwierdza onkolog.

Zanotowano podczas Kongresu Wizja Zdrowia, który odbył się w Warszawie 5-7 października 2020 roku, sesji „Polityka lekowa w kontekście opieki nad pacjentem onkologicznym i hematoonkologicznym”.