Rozmowa z prof. dr hab. n. med. Tomaszem Sachą, kierownikiem Katedry i Kliniki Hematologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie, przewodniczącym Sekcji Przewlekłej Białaczki Szpikowej Polskiej Grupy Białaczkowej (PALG)
Panie Profesorze, jakie są najnowsze osiągnięcia w leczeniu nowotworów krwi?
Nowotwory krwi, inaczej nowotwory hematologiczne, dotyczą układu krwiotwórczego i chłonnego. W przebiegu tych chorób dochodzi do nieprawidłowego rozrostu komórek krwi, co zakłóca ich normalne funkcje, takie jak produkcja czerwonych krwinek, białych krwinek i płytek krwi. Jeszcze kilkanaście lat temu nowotwór krwi to dla pacjenta był wyrok. Dzisiaj w wielu przypadkach jest to choroba przewlekła.
Osiągnięć w diagnostyce i leczeniu chorób hematoonkologicznych jest wiele. Wspomnę o jednej z tych rzadkich, ale budzących duże zainteresowanie – o mielofibrozie. Jest to choroba szczególna, w której dochodzi do rozrostu włókien w szpiku kostnym. Wypychają one komórki krwiotwórcze, co powoduje przeniesienie procesu krwiotworzenia do śledziony i wątroby, prowadząc do ich powiększenia. W obrazie klinicznym obserwujemy najczęściej niedokrwistość i powiększenie śledziony, czasem małopłytkowość i niedobór krwinek białych.
Z czym muszą mierzyć się pacjenci z mielofibrozą?
To choroba o najgorszym rokowaniu w grupie nowotworów mieloproliferacyjnych. Pacjenci mają obniżoną jakość życia, co potwierdzają badania kliniczne. Ze względu na upośledzenie układu odpornościowego, często dotykają ich nawracające infekcje. Jedynym leczeniem dającym szansę (choć nie gwarancję) na trwałe wyleczenie jest allogeniczna transplantacja szpiku. Niestety, jej skuteczność w mielofibrozie jest niższa niż np. w ostrej białaczce.
Z czego to wynika?
Dzieje się tak, ponieważ w tej chorobie uszkodzone są dwa elementy: nie tylko układ krwiotwórczy, ale również tzw. podścielisko szpiku, które warunkuje możliwość przyjęcia się materiału przeszczepowego. Skutkiem tego rokowanie pacjentów po przeszczepieniu bywa gorsze niż w innych schorzeniach. W związku z tym naprawdę bardzo uważnie analizujemy każdy przypadek, zanim skierujemy pacjenta do tej procedury. Z tego też wynika intensywny rozwój leczenia farmakologicznego, ponieważ istnieje ogromna potrzeba znalezienia skutecznych leków, które pozwolą uniknąć transplantacji.
Jak zmieniły się metody leczenia mielofibrozy w ostatnim czasie?
Przez minioną dekadę dokonał się imponujący rozwój medycyny. Zarejestrowano pierwszy inhibitor genu JAK-2 – ruksolitynib. Rejestracja miała miejsce już w 2017 roku. I właściwie od tej pory rozpoczęła się zupełnie nowa era dla pacjentów: są osoby, które przyjmują ten lek od tamtej pory, reagują dobrze i nie wymagają przeszczepu.
Czy są skutki uboczne tej terapii ?
Niestety, tak. W związku ze swoim działaniem immunosupresyjnym, ten preparat może nasilać skłonność do wtórnych infekcji. Poza tym, jest dość dobrze tolerowany. Takim odległym, ale możliwym skutkiem ubocznym, jest ryzyko wystąpienia drugiego nowotworu – choć zdarza się to bardzo rzadko.
Najistotniejsze działania niepożądane to jednak zaburzenia odporności oraz toksyczność hematologiczna – lek może nasilać anemię i małopłytkowość. W związku z tym są określone kryteria jego stosowania – nie można go podawać pacjentom, u których liczba płytek krwi nie przekracza 50 tysięcy/mikrolitr.
Drugim inhibitorem JAK-2 stosowanym w mielofibrozie jest fedratynib. Podajemy go pacjentom, którzy przestali tolerować ruksolitynib albo stali się na niego oporni – a oporność jest częstsza niż nietolerancja. Działa podobnie jak ruksolitynib, również jeśli chodzi o działania niepożądane – nasilanie anemii i małopłytkowości.
Panie Profesorze, jak Pan ocenia dostęp do leków hematoonkologicznych i programów lekowych w Polsce? Czy pacjenci są objęci wystarczająco kompleksową opieką?
Trudno generalizować, ale mam wrażenie, że postęp jest bardzo wyraźny. Dostęp do terapii jest zdecydowanie lepszy niż pięć lat temu. Coraz więcej nowych leków jest refundowanych, co kilka miesięcy pojawiają się nowe decyzje. Oczywiście, są jeszcze obszary wymagające poprawy, np. w leczeniu szpiczaka lub zespołów mielodysplastycznych, ale generalnie sytuacja znacznie się poprawiła.
Czy według Pana są szanse na całkowite wyleczenie pacjentów z mielofibrozą?
Jedyną możliwością trwałego wyleczenia jest allogeniczna transplantacja szpiku. Przy czym decydujemy się na nią tylko u pacjentów z bardziej zaawansowaną chorobą. U chorych z korzystniejszym rokowaniem wyniki transplantacji są często gorsze niż efekty leczenia farmakologicznego. U pacjentów starszych wiekiem lub z licznymi chorobami współistniejącymi farmakoterapia może znacznie przedłużyć i poprawić jakość życia, ale, niestety, nie daje trwałego wyleczenia.
Czy polskie ośrodki zajmują się badaniami nad nowymi terapiami leczenia mielofibrozy?
Tak. W Polsce działa kilkanaście ośrodków, które prowadzą badania nad innowacyjnymi lekami na tę chorobę. My, na przykład, mamy obecnie cztery takie badania z udziałem nowych cząsteczek.
A jak pacjenci mogą się zgłaszać do takich badań?
Informacje są dostępne w ogólnoświatowych bazach badań klinicznych, takich jak clinicaltrials.gov. Poza tym, pacjenci trafiający do naszych poradni są informowani przez nas o możliwości udziału w badaniach, jeśli spełniają kryteria.
Jakie terapie mogą być w przyszłości przełomowe?
Ogromne nadzieje wiążemy z terapiami immunologicznymi i komórkowymi. W mielofibrozie prowadzi się badania nad szczepionkami celowanymi w mutację kalretykuliny. Trwają też prace nad programowalnymi limfocytami T (CAR-T), które są dziś stosowane w chłoniakach, szpiczakach i ostrych białaczkach limfoblastycznych. Jeśli uda się je skutecznie zastosować również w mielofibrozie – może to być prawdziwy przełom. Na efekty trzeba jeszcze kilku lat, ale pierwsze badania już trwają.
Autoryzowany wywiad prasowy przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia w związku z warsztatami naukowo-edukacyjnymi pt. „Pacjenci hematoonkologiczni – wyzwania i nadzieje. Lato 2025









































