Polska elektrofizjologia ma już 25 lat doświadczeń z systemem do mapowania serc pacjentów. Jak wyglądały pierwsze zabiegi ablacji zaburzeń rytmu serca z użyciem systemu elektroanatomicznego i czy ablacje sprzed ćwierćwiecza i dziś to wciąż ta sama metoda terapii?
W latach 90. XX wieku, w pionierskich zabiegach ablacji, stosowano prąd stały. Dopiero w toku rozwoju metody zaczęto stosować prąd zmienny.
„Pierwszą w Polsce ablację z wykorzystaniem prądu o częstotliwości radiowej (RF) wykonał prof. Franciszek Walczak. Był 1992 rok. Były to ciekawe i pełne wyzwań czasy. Jako elektrofizjolodzy nie dysponowaliśmy własną pracownią, dlatego po godzinach pracy „wypożyczaliśmy” ją od hemodynamistów. Po nocnych zabiegach (kończonych nawet o godzinie 2 lub 3 nad ranem) karetka rozwoziła zespół po domach. Początkowo zapisy elektrokardiograficzne nie były wyświetlane na ekranach, ale zapisywane i drukowane (z prędkością 400 mm/sekundę!) na arkuszach. Pamiętam, że jako student medycyny łapałem te zapisy, uważnie składałem i przekazywałem zespołowi do analizy. Lekarze mierzyli punkty na wydrukach za pomocą linijki i cyrkla. Dziś młodym elektrofizjologom pewnie trudno to sobie wyobrazić” – opowiada prof. Łukasz Szumowski z Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie.
Prof. Maria Trusz-Gluza, emerytowana Kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, wspominała, że Górnośląskie Centrum Medyczne było pierwszym w Polsce ośrodkiem, w którym w 2000 roku przeprowadzono zabiegi ablacji podłoża arytmii przy wsparciu innowacyjnej technologii do mapowania serca.
Nowinkę – ideę wykorzystania systemu elektroanatomicznego w diagnostyce i terapii arytmii – sprowadzili do Polski dr Andrzej Czerwiński i dr Andrzej Lubiński, którzy zapoznali się z nią podczas konferencji we włoskim Baveno.
„Technologia mapowania serca wydawała nam się rewelacyjną wprost możliwością i zdecydowanie pragnęliśmy stosować ją w terapii naszych pacjentów. Przeszkodą były finanse. Jak w trudnych latach przełomu XX i XXI wieku można było zdobyć małą „fortunę”, potrzebną na zakup innowacyjnej technologii? Sięgnęliśmy do pokładów kreatywności. W ramach prowadzonej przez nas fundacji wystaraliśmy się o odpowiednie granty i… udało się! Był 1999 rok, mogliśmy sprowadzić do Polski innowacyjny system elektroanatomiczny” – wspominała dr hab. med. Anna Maria Wnuk-Wojnar, kierownik Pracowni Elektrofizjologii I Kliniki Kardiologii Górnośląskiego Centrum Medycznego im. L. Gieca w Katowicach.
Jak przyznali specjaliści, pierwsze zabiegi ablacji z użyciem systemu elektroanatomicznego były wyzwaniem dla klinicystów.
„Trzeba było „trafić” z mapowaniem w odpowiedni punkt. Ogromne znaczenie miał czas i precyzja komend, dlatego pierwsze procedury zespół realizował komunikując się w języku angielskim” – wspomina dr hab. med. Anna Maria Wnuk-Wojnar.
„Jako młody elektrofizjolog dostałem misję przetłumaczenia instrukcji do nowego systemu elektroanatomicznego. To była ogromna odpowiedzialność” – dodał prof. Szumowski.
W następnych latach zabiegi ablacji przeprowadzały kolejne polskie ośrodki. Metoda upowszechniała się, a diagnostyka i terapia zaburzeń rytmu rozwijała się w znaczącym tempie. Początkowo dzięki wsparciu systemu elektroanatomicznego można było oznaczyć około 300 punktów anatomicznych w sercu, dziś to nawet kilkadziesiąt tysięcy punktów.
„Nie do przecenienia była możliwość lepszego zrozumienia mechanizmów różnych rodzajów zaburzeń rytmu serca, którą otrzymaliśmy dzięki systemowi elektroanatomicznemu. Lepsze zrozumienie tego, jak indukuje się i „zachowuje” arytmia poskutkowało skuteczniejszą, bo precyzyjną i przemyślaną, spersonalizowaną terapią” – stwierdza prof. Andrzej Lubiński z Kliniki Kardiologii i Chorób Wewnętrznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
„Postęp w elektrofizjologii był niewiarygodnie szybki. Z czasem mogliśmy leczyć za pomocą ablacji nie tylko „proste” arytmie, ale także groźne i złożone arytmie pozawałowe a jeszcze później – migotanie przedsionków. To był kamień milowy” – podkreśla Anna Maria Wnuk-Wojnar.
Prof. Katarzyna Mizia-Stec stwierdziła: – Technologia mapowania serca w 3D bez wątpienia przełożyła się znacząco na bezpieczeństwo i skuteczność zabiegowego leczenia arytmii. Ablacje z czasów pionierskich były oparte na olbrzymiej wiedzy elektrofizjologicznej i podstawowych metodach, takich jak fluoroskopia. Obecnie dysponujemy zaawansowanymi technologicznie narzędziami, nie znaczy to jednak, że mniej istotna jest wiedza i umiejętność logicznego myślenia elektrofizjologów. Powiedziałabym, że ablacja sprzed ćwierćwiecza i dziś to wciąż ta sama elektrofizjologia, ale w zupełnie innym wydaniu.
„To rzeczywistości nie do porównania” – podkreśla dr hab. med. Michał Farkowski, kierownik Pracowni Elektrofizjologii i Stymulacji Serca w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA i dodał: – „Ablacja to jedyna metoda leczenia przyczynowego z palety procedur elektrofizjologicznych, dzięki której możemy nie tylko łagodzić objawy arytmii, ale wyleczyć pacjenta. Leczenie to, co istotne, jest dziś bardzo skuteczne, bezpieczne i efektywne. Wiele uwagi poświęca się ostatnio pytaniu: czy sztuczna inteligencja (AI) w kolejnych latach i dekadach zmieni oblicze elektrofizjologii? Okazuje się, że odpowiedź wcale nie jest prosta. Można się spodziewać, że w najbliższych latach będziemy świadkami postępu technicznego i jeszcze doskonalszego śledzenia i rozumienia mechanizmów arytmii. Czy to wpłynie na skuteczność leczenia zabiegowego? Mówiąc wprost: nie wiemy. W mojej opinii tak może się stać, tylko jeśli jednocześnie z doskonaleniem technologicznym będziemy eliminować czynniki ryzyka powstawania i nawrotów arytmii, pracować z pacjentem nad wdrożeniem zdrowego stylu życia i doskonalić opiekę internistyczną”.
Przyszłość z pewnością rysuje się interesująco.









































