Swadźba: ministerstwo i NFZ nie chcą współpracy sektora prywatnego i publicznego

„Nie ma dobrej prasy dla outsorcingu usług medycznych i w ślad za tym idą rozwiązania prawne – np. szpital, który ma własne laboratorium dostaje kontrakt o 2 proc. większy niż ten który korzysta z laboratorium prywatnego. To oznacza, że NFZ karze te placówki, które współpracują z podmiotami prywatnymi. W takich warunkach prawnych trudno mówić o dobrej współpracy sektora publicznego i prywatnego” – twierdzi Jakub Swadźba, prezes spółki Diagnostyka.

Współdziałanie placówek prywatnych z publicznymi było tematem panelu otwierającego forum ochrony zdrowia w Krynicy Zdroju. Czy ono jest w ogóle możliwe?
„Posługujemy się przestarzałymi pojęciami. Co to znaczy, że jakaś placówka jest prywatna czy publiczna? Czy ta publiczna, ale zatrudniająca np. lekarzy czy pielęgniarki na kontraktach nadal jest tą 'publiczną’ – pytał z kolei Andrzej Ryś, dyrektor ds. systemów opieki zdrowotnej, produktów medycznych i innowacji w Departamencie Generalnym ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności Komisji Europejskiej, konsultant Światowej Organizacji Zdrowia, konsultant Banku Światowego.

Jak tłumaczył praktycznie we wszystkich krajach europejskich toczy się dyskusja o konieczności włączenia w system ochrony zdrowia placówek prywatnych i wszędzie padają argumenty 'o spijaniu śmietanki’.
„We Francji niedawno zdecydowano się włączyć więcej szpitali prywatnych do dyżurów i niemalże od razu w mediach pojawiły się informacje, że nie przyjmują wszystkich pacjentów. Mimo, że – jak wykazały kontrole – nie było takich sytuacji. Oskarżenia o 'wyjadanie rodzynków’, czyli skupianie się tylko na tych procedurach, które są opłacalne, są więc w Europie powszechne. Moim zdaniem to tak naprawdę element szerszej dyskusji na temat czy na zdrowiu można zarabiać. W różnych krajach padały na to różne odpowiedzi” – tłumaczył Ryś.

W odpowiedzi Swadźba przytoczył dwa przykłady przeczące tezie, że prywatne podmioty chcą tylko skupić się na zysku – pierwszy to grupa Nowy szpital, który przejął i z powodzeniem zarządza małymi szpitalami powiatowymi; drugi to firma Falk świadcząca usługi ratownictwa medycznego.
„Oba te obszary działalności nie są w medycynie dochodowe, a jak widać znaleźli się chętni. Falk jest zresztą doskonałym przykładem jak rozwiązania prawne mogą utrudniać prywatnym firmom życie, bo po prostu na mocy ustawy (o państwowym ratownictwie medycznym – przyp. red.) zabrano im tę działalność” – nie ukrywał Swadźba.

Obecny podczas dyskusji wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski zaprzeczał, że resortowi zależy na odsunięciu sektora prywatnego.
„Jako dyrektor szpitali (w latach 2005-2007 pracował w Instytucie Matki i Dziecka jako pełnomocnik dyrektora ds. finansowo-księgowych oraz zastępca dyrektora ds. ekonomicznych. Następnie był zastępcą dyrektora ds. ekonomicznych Instytutu Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie – przyp. red.) współpracowałem z prywatnymi podmiotami, w tym z Diagnistyką i widziałem w tym wiele korzyści, np. jako wzór dobrych rozwiązań informatycznych. Współpraca placówek prywatnych i publicznych jest nieodzowna. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że NFZ karze za własne laboratorium. Wręcz przeciwnie – on nagradza za własną diagnostykę” – twierdzi Miłkowski.

Odpowiadając z kolei na pytanie czy medycyna może być dziedziną dochodową mówił „publiczne podmioty powinny mieć zysk, szczególnie po wprowadzeniu sieci szpitali, bo przecież z góry wiedzą na jaki ryczałt mogą liczyć” – podsumował.