Eksperci: problem narkomanii mamy pod kontrolą, jednak wśród medyków liczba uzależnionych rośnie

„Liczba osób uzależnionych spada. Jeszcze kilka lat temu mówiliśmy o 100-130 tysiącach, dziś o 70-100 tysiącach. To oznacza, że polska polityka antynarkotykowa odnosi sukcesy” – mówił podczas spotkania z dziennikarzami Piotr Jabłoński, dyrektor Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii. „Ustawa spowodowała, że udało nam się zlikwidować 'sklepy kolekcjonerskie', możemy też szybciej reagować na pojawienie się nowych produktów, a to oznacza, że nie można już kupić legalnie dopalaczy. Teraz musimy zająć się sprzedażą internetową, bo tu mamy problem. Pod koniec roku będzie można pokusić się o pierwsze podsumowanie działania ustawy (chodzi o zmienione w sierpniu ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej, które zrównały dopalacze z narkotykami – przyp red.)” – dodawał Zbigniew Król, wiceminister zdrowia.

Jak podawali eksperci obecnie co miesiąc zgłaszanych jest ok. 300 przypadków zatruć dopalaczami, co oznacza że sytuacja się stabilizuje po wakacyjnym skoku, który tłumaczą m.in. działaniami przed wejściem w życie ustawy (dilerzy urządzili swoistą 'wyprzedaż' zapasów co spowodowało falę zgonów). Co warte podkreślenia ich użytkownikami nie są wyłącznie nastolatki (te głównie sięgają po marihuanę i jej pochodne), ale osoby powyżej 30. roku życia, a najstarszy pacjent z zatruciem dopalaczami miał 57 lat.
Winne są syntetyczne narkotyki: fentanil, który jest o 50 razy silniejszy niż heroina, oraz karfentanil, który wykorzystuje się do usypiania słoni, i który jest 10 tysięcy razy silniejszy niż morfina. Jedna kropla tej substancji wystarczy, aby zabić człowieka. Te środki są dostępne w Polsce właśnie głównie jako domieszki do dopalaczy – i to one były winne zgonom 10 osób w Bełchatowie w ciągu tygodnia podczas tego lata.

Jednak eksperci pytani przez ISBzdrowie o typowy obraz polskiego narkomana mówili zgodnie, że nie da się go zakreślić.
„Narkotyki bardzo się zdemokratyzowały, bo są tanie, poza tym problem jest wśród małych grup – i to właśnie te grupy wyznaczają 'mody” na jakąś używkę” – wyjaśnia Tomasz Harasimowicz, kierownik poradni Stowarzyszenia Monar. – „Na pewno głównymi klientami poradni są ludzie młodzi przyprowadzani przez rodziców, ale coraz częściej terapeuci oglądają cudzoziemców: Ukraińców, Białorusinów czy Azjatów, którzy uzależnili się od środków które pozwalały im pracować po kilkadziesiąt godzin na dobę. Kolejną grupą wśród której rośnie liczba uzależnionych to personel medyczny, tu powód jest ten sam – lekarze chcą pracować długo i wydajnie, a apteczka jest tuż obok”.

Jednak jak podkreślał – nie grozi nam fala uzależnień od leków na receptę podobna jak ta z którą zmagają się obecnie Stany Zjednoczone (w 2017 roku z powodu przedawkowania zmarło tam 62 tys. osób, to więcej niż liczba osób zmarłych w wypadkach drogowych lub na skutek AIDS). „Na szczęście mamy dużo lepszą kontrolę preskrypcji” – dodaje Jabłoński.

Dopytywani z kolei o możliwość legalizacji marihuany (podobno poseł Liroy toczy w tej sprawie rozmowy z rządem) i konsekwencji takiego rozwiązania mówili wprost – to byłby postęp cywilizacyjny podobny do tego jak pojawienie się medycznej marihuany w naszych aptekach.
„Cieszymy się także, że 'odmrożono' projekt zakładający sprzedaż w aptekach leków substytucyjnych – buprenorfiny. Była by ona dostępna na 100 proc., ale pozwoliłaby wielu moim pacjentom wrócić normalnie do pracy – dziś korzystają z programów a te zakładają codzienne wizyty w poradni, a więc uniemożliwiają pracę” – podkreśla Jabłoński.