Neurolodzy: programy lekowe są zbyt sztywne i nieopłacalne

„Program informatyczny, który stosujemy do obsługi programów lekowych dla chorych na SM (stwardnienie rozsiane) zawiera wady, które uniemożliwiają nam leczenie pacjentów zgodnie z wiedzą medyczną, np. jeśli chory źle albo wcale nie zareaguje na leczenie w I linii w ciągu 15 miesięcy to nie można go włączyć do leczenia II linii, bo program zakłada, iż cezura czasowa kończy się na 12 miesiącach” – tłumaczyła prof. Alina Kułakowska z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku podczas konferencji naukowej w Warszawie poświęconej programom terapeutycznym w neurologii. – „Nie rozumiem też dlaczego dostępu do rejestru nie mają farmaceuci, którzy przecież de facto wydają leki i to oni powinni uzupełniać część poświęconą dawkowaniu”.

Jak podkreślali specjaliści konieczna jest większa elastyczność i dlatego postulują by przy NFZ powołać zespół ds. SMPT (tzw. System Monitorowania Programów Terapeutycznych) złożonych z lekarzy -praktyków, którzy razem z informatykami będą poprawiać program. Ich zdaniem efektem błędu programu jest chociażby to, że Polska jawi się jako wyspa w leczeniu SM „Z 13370 chorych jakich dziś mamy w programach lekowych SM (dane z I połowy 2018 roku – przy. red.), aż 90 proc. jest leczonych w I linii. To wbrew wszystkim danym światowym. Czy to oznacza, że polscy pacjenci są inni? Nie, wynika to jedynie z tego, że inaczej ich kwalifikujemy i zafałszowuje dane” – tłumaczyła prof. Halina Bartosik-Psujek, kierownik Kliniki Neurologii z Pododdziałem Leczenia Udaru Mózgu Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie.

Kolejnym problemem jest to, że programy lekowe są dla szpitali po prostu nie opłacalne. Prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego prof. Jarosław Sławek mówi wprost „dyrektorzy często mówią wprost, że nie chcą programów, bo to wymaga zatrudnienie dodatkowego personelu chociażby do obsługi dokumentacji, a wycena zwykle pokrywa jedynie koszt leku”.
„Lekarz nie może być podwójnie karany – raz za prowadzenie przecież bardzo kosztownych terapii, a NFZ potrafi zakwestionować przysłowiowy przecinek by za nie zapłacić, a z drugiej strony jest narażony na niezadowolenie dyrektora, że tylko generuje dla placówki problemy. W końcu programy lekowe to szansa dla chorych na dostęp do najnowocześniejszej terapii” – podkreślał Sławek.

Jak wynika z przedstawionych podczas konferencji wyliczeń Izabeli Obarskiej, b. dyrektor Departamentu Polityki Lekowej, a dziś niezależnego eksperta w zakresie polityki zdrowotnej, szpital (w zależności od rodzaju podawanego leku) dopłaca do pacjenta od 600 do nawet 2 tysięcy złotych rocznie. Kolejnym przykładem takiego finansowania jest wprowadzony niedawno program leczenia rdzeniowego zaniku mięśni (SMA). W ofercie Narodowego Funduszu Zdrowia dla woj. lubelskiego zaproponowano kwotę 2000 zł dla dwóch oferentów do końca roku na wszystkich pacjentów.

„Przy ogromnym niedoborze kadr z jakim się borykamy w ochronie zdrowia powoduje to kolejne problemy. Jesteśmy na kadrowym zakręcie. Neurolodzy, których i tak jest za mało (według danych rejestru Naczelnej Izby Lekarskiej jest ich 4300, według samych specjalistów liczba tych rzeczywiście pracujących wynosi najwyżej 3 tys. – przyp. red.) zaczynamy obserwować zjawisko odpływu lekarzy ze szpitali, bo nie chcą pracować oni w trybie dyżurowym do prywatnych praktyk. Podobnie zadziało się z psychiatrami – dziś 75 proc. z nich ma prywatne praktyki, a my mówimy o zapaści polskiej psychiatrii. Za chwilę stanie się tak z neurologami, bo są oddziały gdzie pracuje 3-4 lekarzy, 2 rezydentów a mają pod opieką 40-50 pacjentów” – podkreślał prof. Sławek.