Eksperci: metoda redukcji szkód etapem do rzucenia palenia

Blisko 8 milionów ludzi na świecie umiera co roku przedwcześnie z powodu palenia papierosów, w tym około 65 tysięcy osób w Polsce – wynika z danych WHO (Światowej Organizacji Zdrowia). Mimo powszechnej wiedzy na temat szkodliwości palenia, niewielu palaczy zrywa z nałogiem. Rozwiązaniem dla nich jest metoda redukcji szkód, czyli stosowania bezpieczniejszych niż papierosy produktów nikotynowych. Do tej strategii przekonanych jest coraz więcej lekarzy, zaleca ją także – jako ostateczność – Polskie Towarzystwo Chorób Cywilizacyjnych.

W badaniu epidemiologicznym z 2019 roku, przeprowadzonym w Polsce grupie 1000 osób powyżej 15 roku życia, codzienne palenie papierosów deklarowało 21% badanych, około 1% paliło okazjonalnie, a 10% było palaczami tytoniu w przeszłości. Większy odsetek codziennych palaczy zanotowano wśród mężczyzn niż wśród kobiet (24% vs 18%).
Najczęściej paliły osoby w wieku 30-49 lat, z niższym poziomem wykształcenia i mieszkające w mieście średniej wielkości. O tym, jak trudno jest zerwać z nałogiem przekonują choćby wyniki innego, ogólnoświatowego, badania, które ujawniło, że 53% kobiet, które palą codziennie, palą nadal codziennie w czasie ciąży.

„Nikotynizm pogarsza jakość życia, związany jest z ryzykiem przedwczesnej śmierci z powodu choroby nowotworowej lub sercowo-naczyniowej oraz wpływa niekorzystnie na życie seksualne. Wszyscy wiemy, że nie powinniśmy palić, ale mimo to, Polska jest w czołówce europejskiej, jeśli chodzi o zdrowotne i społeczne konsekwencje palenia” – mówił prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki, kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, podczas konferencji „Uzależnienia” zorganizowanej przez Health Project Managment.

W ostatnim czasie coraz większym zainteresowaniem cieszy się koncepcja redukcji szkód, nazywana też strategią mniejszego zła.

„To wszelkie dostępne interwencje, których celem jest minimalizacja niekorzystnych zdrowotnych i socjologicznych konsekwencji dla pacjenta, rodziny i społeczeństwa, związanych z używaniem narkotyków, alkoholu czy nikotyny. W psychiatrii pojęcie redukcji szkód jest znane od dawna, są to np. programy metadonowe stosowane w leczeniu uzależnienia od narkotyków. Podobnie, redukcją szkód jest przekonanie pacjenta z chorobą alkoholową do zmniejszenia ilości wypijanego dziennie alkoholu. Dzięki takiemu podejściu możemy utrzymać pacjenta w terapii, zaś jeśli będziemy wymuszać na nim całkowitą abstynencję, możemy takiego pacjenta stracić. Redukcja szkód ma więc swoje istotne miejsce w leczeniu uzależnień” – przekonywał prof. Gałecki.

W przypadku nikotynizmu redukcja szkód oznacza przyjmowanie nikotyny w formie bezpieczniejszej niż tradycyjne papierosy. Takim produktem z pewnością nie są e-papierosy wykorzystujące zamiast tytoniu specjalne płyny (liquidy), ze względu na dużą fragmentaryzację tego rynku (wiele e-papierosów często nie przechodzi żadnych testów bezpieczeństwa ani badań medycznych) oraz brak wiedzy w zakresie składników zawartych w takim płynie, którym inhaluje się się osoba wapująca.

„W Polsce jest mnóstwo firm oferujących e-papierosy z niewiadomych źródeł. Są to produkty poza jakąkolwiek kontrolą, jeśli chodzi o bezpieczeństwo zdrowotne i dlatego należy uznać, że są one tak samo niebezpieczne jak tradycyjne papierosy. Groźną tendencją jest sięganie po e-papierosy przez coraz młodsze osoby” – podkreślał ekspert.

Gdy nie można przekonać pacjenta do pełnej abstynencji, rozwiązaniem jest przejście z papierosów na przebadane medycznie urządzenia do podgrzewania tytoniu. Choć nie następuje wówczas całkowite wygaszenie problematycznych zachowań zdrowotnych to już np. ryzyko zgonu związanego z paleniem, zostaje zredukowane. Urządzenie takie podgrzewa tytoń do temperatury około 300 stopni Celsjusza, ale go nie spala. Dzięki temu wydzielanych jest znacznie mniej substancji szkodliwych i w mniejszych stężeniach niż w przypadku palonego papierosa. Narkotyczny aspekt nałogu (dostarczenie nikotyny w dawce podobnej jak w papierosie) zostaje jednak spełniony.

„Systemy podgrzewania tytoniu są pozbawione substancji smolistych, i są dobrze przebadane pod względem toksykologicznym, chemicznym czy behawioralnym. Wiadomo, że są mniej toksyczne, a przy tym równie atrakcyjne jak tradycyjne papierosy (bo ich używanie wiąże się z takimi samymi zachowaniami społecznymi) oraz równie satysfakcjonujące (bo dostarczają do organizmu nikotynę, której wiele osób potrzebuje np. dlatego, że poprawia pamięć i koncentrację)” – stwierdza prof. Piotr Gałecki.

Urządzenia do podgrzewacze tytoniu zostały zarejestrowane i zaakceptowane do stosowania przez amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA). Uwzględniają je także brytyjskie wytyczne dotyczące walki z nikotynizmem oraz najnowsze rekomendacje Polskiego Towarzystwa Chorób Cywilizacyjnych. W zaleceniach tych został zaproponowany jasny algorytm postępowania u pacjentów borykających się z nałogiem nikotynowym. Pierwszym etapem jest kompleksowe poradnictwo lekarsko-psychologiczne, następnym – nikotynowa terapia zastępcza oraz farmakoterapia.

„Jeśli to wszystko okaże się nieskuteczne, na końcu tego szlaku znajdują się systemy podgrzewania tytoniu. Nie jest to jednak koniec terapii, a pewien etap do osiągnięcia pełnej abstynencji. Zawsze celem głównym jest abstynencja, ale gdy nie jest on możliwy do osiągnięcia, pozostaje redukcja szkód” – podsumował prof. Piotr Gałecki.

Z raportu Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH) wynika, że w przypadku inicjacji nikotynowej najczęściej wybieranym produktem jest tradycyjny papieros – co druga osoba, która wcześniej nie miała styczności z nałogiem nikotynowym sięga po niego w pierwszej kolejności (52,4 proc.). Korzystanie z e-papierosa jako produktu inicjacyjnego zadeklarował z kolei co trzeci ankietowany (32,3 proc.). Z kolei urządzenia do podgrzewania tytoniu były pierwszym wyrobem nikotynowym dla zaledwie dla 0,2 proc. ankietowanych.