COVID-19 zahamował walkę z AIDS

O ponad 50 proc. spadła w tym roku w Polsce liczba nowo wykrytych przypadków HIV. Powodem jest zmniejszenie liczby wykonywanych testów, co ma związek z pandemią COVID-19. Jest to o tyle niepokojące, że osoby zakażone HIV mogą żyć równie długo jak osoby zdrowe, jednak pod warunkiem wczesnego wykrycia infekcji i szybkiego rozpoczęcia skutecznej terapii. 1 grudnia to Światowy Dzień AIDS.

Do połowy listopada tego roku wykryto w naszym kraju 708 zakażeń HIV, podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 1520 – wynika z danych Narodowego Instytutu Zdrowia-Państwowego Zakładu Higieny. Oznacza to spadek nowo wykrytych przypadków aż o 53 proc.

„W czasie lockdownu zostały zamknięte punkty konsultacyjno-diagnostyczne, w których są wykonywane anonimowe testy w kierunku HIV. A po ich otwarciu zaobserwowaliśmy mniejszą frekwencję” – wyjaśnia dr n. med. Maria Jankowska z Poradni Leczenia Nabytych Niedoborów Odporności w Pomorskim Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy w Gdańsku. – „W efekcie w okresie lipiec-wrzesień doszło do spadku liczby wykonywanych testów aż o 40 proc. w porównaniu z latami poprzednimi. To nie znaczy, że zmniejszyła się liczba zakażonych, tylko po prostu mniej osób się testuje”.

Ze względu na długotrwały bezobjawowy przebieg zakażenia HIV u większości pacjentów, liczba nowo wykrytych zakażeń zależy w dużej mierze od liczby wykonywanych testów. Tymczasem z różnych badań wynika, że tylko niespełna 10% Polaków kiedykolwiek sprawdziło swój status serologiczny. Dlatego przyjmuje się, że część osób żyjących z HIV nie została jeszcze zdiagnozowana. Według szacunków Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób, w naszej części kontynentu dotyczy to ok. 15 proc. osób z HIV. Z tego płynie wniosek, że rzeczywista liczba zakażonych jest o kilka tysięcy wyższa niż pokazują statystyki Krajowego Centrum ds. AIDS. Wynika z nich, że w Polsce może być nawet 23 600 osób żyjących z HIV.

„Wśród przypadków niezdiagnozowanych sporą część stanowią tzw. zakażenia zaawansowane, które są rozpoznawane bardzo późno, po 8-10 latach od zakażenia. Zjawisko to jest obecne we wszystkich krajach Europy. Ponad połowa tych przypadków dotyczy kobiet. Wśród późnych rozpoznań istotną grupę stanowią również osoby powyżej 50. roku życia” – wyjaśniała dr n. med. Maria Jankowska. – „Oznacza to, że przez te 8-10 lat osoby nieświadome swojego zakażenia przenoszą na innych. Nie mówiąc o tym, że późne rozpoznanie, w pełnoobjawowym AIDS wiąże się z ryzykiem ciężkiej choroby i zgonu. Nie zawsze bowiem w takiej sytuacji udaje się nam pacjenta uratować, choć narzędzi mamy bardzo dużo i jest to znacznie bardziej korzystna sytuacja niż przed laty”.

Co prawda zakażenia HIV nie można wyleczyć, ani też nie można usunąć wirusa z organizmu. Jednak dostępna terapia antyretrowirusowa (w skrócie ARV) – dziś najczęściej w postaci jednej tabletki dziennie – stosowana sumiennie, hamuje postęp choroby. W efekcie osoby z HIV mogą normalnie pracować, zakładać rodziny, mieć zdrowie dzieci i – co warto podkreślić – żyć tak samo długo jak osoby niezakażone.

Aby tak się stało, terapia musi zostać rozpoczęta możliwie szybko po zakażeniu wirusem HIV, zanim liczba limfocytów CD4 spadnie do niskiego poziomu (komórki te są atakowane przez wirusa, a ich rola polega na zwalczaniu rozmaitych zakażeń). Im szybsza diagnoza i rozpoczęcie leczenia, tym lepsze są długoterminowe rokowania. Przykładowo, oczekiwana długość życia zakażonego mężczyzny w wieku 35 lat, po roku stosowania terapii wynosi 70-72 lata, a przy wyższym poziomie limfocytów CD4 nawet 81 lat. Dla porównania, średnia długość życia mężczyzny niezakażonego, z ogółu populacji to 77 lat.

„Celem terapii jest redukcja zachorowalności i śmiertelności, żeby ci pacjenci nie chorowali i nie umierali na choroby związane z zakażeniem HIV. Ale celem jest również zapobieganie transmisji zakażenia. Ktoś kto jest leczony, nie zakaża” – wyjaśniała dr n. med. Maria Jankowska.

Jak wykazały wieloośrodkowe badania, u 90% pacjentów, którzy są prawidłowo leczeni, ilość wirusa we krwi znajduje się poniżej poziomu zakaźności (czyli poniżej 200 kopii HIV RNA/ml). Z jednej strony oznacza to, że w ich własnych organizmach zmniejsza się aktywność HIV i jego szkodliwy wpływ na układ odpornościowy, co zabezpiecza przed rozwinięciem się AIDS. Z drugiej strony, osoby te przestają być źródłem zakażenia dla innych, a tym samym zmniejsza się ryzyko transmisji HIV wśród zdrowej populacji.

Podsumowując, dostępność skutecznej terapii antyretrowirusowej zmieniła zakażenie HIV z infekcji śmiertelnej w przewlekłą. Niestety, dostępne dane epidemiologiczne wskazują, że pandemia COVID-19 zahamowała realizację strategii 90-90-90, Programu Narodów Zjednoczonych ds. Zwalczania HIV/AIDS (UNAIDS), zgodnie z którą do końca 2020 roku 90 proc. osób zakażonych wirusem HIV ma być świadomych swojego statusu serologicznego, 90 proc. pacjentów ma otrzyma terapię antyretrowirusową (ARV), a 90 proc. z nich uzyskać niewykrywalny poziom wirusa.