Rak jajnika: potrzeba kompleksowego leczenia. Inaczej do niczego nie dojdziemy

„W samym województwie mazowieckim rakiem jajnika zajmuje 27 ośrodków, w Wielkopolsce – 15, ale jedynie tylko trzy z nich wykonuje powyżej 20 operacji rocznie. A kryterium 20 zbiegów rocznie to i tak niski próg. Jak tak dalej będziemy funkcjonować to do niczego nie dojdziemy” – mówi wprost konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej prof. dr hab. n. med. Mariusz Bidziński.

Jak dodaje prof. dr hab. n. med. Paweł Knapp z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, certyfikowany Nauczyciel Ginekologii Onkologicznej Europejskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej (ESGO), jedynie 3 ośrodki w Polsce spełniają kryteria ESGO (w Warszawie, Gdyni i Białymstoku).

„Nie musimy wyważać otwartych drzwi – wystarczy wprowadzić standardy jakie obowiązują w innych krajach UE. Podstawowe kryteria to ilość przeprowadzanych operacji rocznie, dostępność do badań genetycznych, programów lekowych. Dla przykładu w Czechach jest 13 takich ośrodków” – tłumaczy prof. Knapp.

To pokazuje jak ogromnym problemem w raku jajnika jest rozproszenie procesu leczenia. Jedynie 20 proc. chorych jest leczonych w ośrodkach referencyjnych. Pacjentki odsyłane są często z ośrodka do ośrodka, doskwiera także niedobór wyspecjalizowanych miejsc, które oferują kompleksowe leczenie i doświadczonych lekarzy. A to wprost przekłada się na wyniki leczenia. O ile średnia europejska 5-letnich przeżyć wynosi 40 proc., Polsce jest to ok. 30 proc.

„Kobiety z rakiem jajnika muszą zostać objęte kompleksową opieką od momentu diagnozy poprzez optymalną chirurgię, diagnostykę genetyczną, obrazową oraz leczenie systemowe z zastosowaniem terapii w ramach dostępnych programów lekowych oraz wysokiej jakości badań klinicznych. W celu poprawienia jakości życia naszych pacjentek niezbędne jest stworzenie tzw. ovarian cancer unitów, czyli zespołów lekarzy specjalizujących się w leczeniu raka jajnika, w tym ginekolodzy, chirurdzy-onkolodzy, onkolodzy kliniczni, czy radioterapeuci. To niezwykle ważne, by nad planowaniem leczenia pacjentki pracował cały zespół doświadczonych ekspertów i to już od momentu diagnozy” – uzupełnia prof. Bidziński. – „Zważywszy na fakt, że każdego roku na raka jajnika choruje ok. 3,5 tysiąca kobiet to jestem przekonany, że już ok. 30 akredytowanych ośrodków kompleksowego leczenia przyczyniłoby się do wydłużenia przeżycia naszych podopiecznych” – dodaje prof. Bidziński.

W Polsce rak jajnika diagnozowany jest rocznie u ok. 3700 kobiet, co oznacza, że codziennie, średnio 10 Polek dowiaduje się, że ma raka jajnika. Niestety u większości z nich choroba jest wykrywana w stadium zaawansowanym. Między innymi ze względu na brak specyficznych objawów w początkowej fazie choroby, nowotwór ten znajduje się na liście najgorzej rokujących nowotworów ginekologicznych.

Rak jajnika to piąty pod względem częstości występowania nowotwór złośliwy u kobiet na świecie. W początkowej fazie rozwija się on zupełnie bezobjawowo, dlatego u ponad 70% kobiet diagnozowany jest dopiero, kiedy pojawia się u nich tzw. wodobrzusze, czyli nagromadzenie płynu w jamie otrzewnowej. Jest to już zaawansowane stadium choroby, zwykle wtedy rozsianej na inne narządy w jamie brzusznej. Na złe rokowania chorych z rakiem jajnika niewątpliwie wpływa fakt występowania istotnej luki w badaniach przesiewowych, które nie mają obecnie zastosowania z uwagi na ich nieskuteczność. Aktualnie główna dostępna metoda oceny ryzyka wystąpienia raka jajnika u zdrowych kobiet obejmuje przeprowadzenie badań molekularnych na obecność dziedzicznych mutacji w genach BRCA1/2 oraz konsultację genetyczną (wywiad rodzinny).