1 sierpnia w Światowym Dniu Raka Płuca eksperci podsumowują zmiany
w leczeniu pacjentów z tym nowotworem i wymieniają problemy, które wymagają
rozwiązania.
Jeszcze kilkanaście lat temu chorzy na raka płuca wiedzieli, że mają trzy opcje leczenia:
chemioterapię, operację i/lub naświetlania. W ciągu ostatnich kilku lat pojawiło się dla nich mnóstwo nowych leków, które zostały objęte refundacją. Wiele z tych nowoczesnych terapii celowanych jest przeznaczonych dla pacjentów, którzy nigdy nie palili, a mają raka płuca, spowodowanego różnymi mutacjami. Leki te nie tylko wydłużają życie.
„Niedawno na naszym FB chory z mutacją w genie EGFR napisał: „wróciłem do pracy, żyję normalnie”. Czy może być coś wspanialszego dla osoby z rakiem płuca? Tym bardziej, że pacjenci z mutacjami w genie EGFR, ALK+ czy KRAS to najczęściej ludzie młodzi, którzy mają małe dzieci” – opowiada Małgorzata Maksymowicz, która od lat choruje na raka
płuca i na FB prowadzi grupę wsparcia dla chorych na ten nowotwór.
Nowoczesne leki celowane umożliwiają też normalne życie chorym z mutacją ALK. „A co więcej, chronią ich przed przerzutami do mózgu, co jest chyba najgorsze” – dodaje Małgorzata Maksymowicz.
To właśnie w leczeniu niedrobnokomórkowego raka płuca nastąpił ogromny przełom. Do niedawna nowotwór ten był uważany za prawie zawsze śmiertelny, a jedyną metodą mogącą doprowadzić do jego wyleczenia była chirurgia. Nawet gdy pacjent miał raka w pierwszym stopniu zaawansowania i został zoperowany radykalnie, to ryzyko wznowy wynosiło u niego prawie 20 proc., a w przypadku drugiego i trzeciego stopnia zaawansowania sięgało 50-70 proc. Jeśli zaś dochodziło do przerzutów odległych, lekarze mogli zaproponować choremu jedynie chemioterapię lub paliatywną radioterapię,
a i tak większość chorych żyła średnio 6-8 miesięcy.
Obecnie lekarze mają do dyspozycji leki ukierunkowane molekularnie na określone mutagenne warianty genów, czyli tzw. leki celowane, oraz immunoterapię, która nie niszczą bezpośrednio komórek nowotworowych, tylko przestrajają układ odpornościowy tak, aby widział te niebezpieczne komórki nowotworowe i sam je niszczył. Kilka miesięcy temu okazało się, że dodanie do monoterapii chemioterapii lub bispecyficznego przeciwciała anty-EGFR i anty-MET poprawia wyniki leczenia.
Mutacja w genie EGFR jest wykrywana u 10-14 proc. chorych na raka gruczołowego płuca, który jest jednym z podtypów niedrobnokomórkowego raka płuca.
Na raka płuca w Polsce umiera rocznie prawie 23 tys. osób. Aby poprawić tę niechlubną statystykę, niezbędna jest profilaktyka pierwotna.
„Powrót do walki z paleniem tytoniu. Polska Grupa Raka Płuca będzie aktywnie prowadzić kampanię antynikotynową, która ma dotyczyć również e-papierosów, bo są one krokiem do regularnego palenie tytoniu” – wyjaśnia prof. Dariusz M. Kowalski, onkolog kliniczny, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca. – „Należy też zwiększyć udział
pacjentów w programach wczesnego wykrywania raka płuca. Chodzi o to, aby więcej chorych miało wykrywanego raka płuca w niskich stopniach zaawansowania, bo takich chorych można radykalnie operować. Jedyną metodą, która pozwala wcześnie wykryć raka jest niskodawkowa tomografia komputerowa”.
Jeśli u chorego pojawią się objawy, które mogą wskazywać na raka płuca, m.in. przewlekły kaszel, duszność i ból w klatce piersiowej, odkrztuszanie krwią, to niezbędna jest wczesna szybka diagnostyka obrazowa, a nie leczenie go kolejnym antybiotykiem.
„Lekarze POZ mają możliwość zlecania tomografii klatki piersiowej u osób z podejrzeniem raka płuca. Gdy to badanie wskazuje na jakąś nieprawidłowość, to kolejnym etapem powinno być pobranie materiału biologicznego, czyli wycinków albo biopsji, a następnie przeprowadzenie zaawansowanej diagnostyki molekularnej i diagnostyki immunologicznej, które pozwalają kwalifikować chorych nie tylko do leczenia w stadium rozsiewu, ale również do leczenia radykalnego” – mówi prof. Kowalski.
Ta nowoczesna diagnostyka to sekwencjonowanie następnej generacji, czyli NGS, jako podstawowa metoda diagnostyki molekularnej, oraz immunochemiczne oznaczenie białka PDL-1, czyli kwalifikacja do immunoterapii.
Kolejnym etapem w prowadzeniu pacjenta z rakiem płuca jest tzw. procedura MDT,
czyli kwalifikacja chorego do odpowiedniej metody leczenia, której dokonuje wielodyscyplinarny zespół.
„W jego skład musi wchodzić torakochirurg, onkolog kliniczny, radioterapeuta onkologiczny
oraz często dodatkowo również biolog molekularny, patomorfolog, specjalista diagnostyki obrazowej czy pneumonolog” – wymienia prof. Kowalski. – „W ostatnich latach dokonał się niesamowity postęp w leczeniu raka płuca. Dostępne są dwie nowe klasy terapeutyczne leków – leki ukierunkowane molekularnie i immunoterapia, które odpowiednio dobrane do rodzaju nowotworu pacjenta całkowicie odmieniły życie chorych z rakiem płuca. Nie tylko go wydłużyły, ale także poprawiły jego jakość”.
Na razie nie dla wszystkich chorych z rakiem płuca opracowano nowoczesne leczenie. Nie tylko dlatego, że nie powstały jeszcze leki celujące w ich mutację. Powodem jest też to, że nie u wszystkich pacjentów są wykonywane badania molekularne, a nawet jeśli są one wykonywane, to na wynik pacjent niekiedy musi czekać kilka miesięcy. W tym czasie choroba się rozwija i pacjent może nie kwalifikować się już do leczenia.
Jednak dostęp do nowoczesnych leków – skutecznych i bezpiecznych – to nie wszystko. Ważna jest także dobra organizacja opieki nad chorym.
„Miały być sieć onkologiczna i lung cancer unity, wszędzie mieli być koordynatorzy koordynujący proces diagnozy i leczenia chorych na raka, ale przeciętny pacjent o takich planach niewiele nie wie i nie bardzo się tym interesuje” – twierdzi Małgorzata Maksymowicz.
Z czym zatem borykają się dziś chorzy na raka płuca, gdy już mają postawioną diagnozę i rozpoczęli leczenie? „Zostają sami ze swoją chorobą i skutkami ubocznymi leczenia onkologicznego. Następną wizytę u onkologa mają za trzy, cztery miesiące, a przez ten czas pojawiają się dolegliwości, z którymi nie wiedzą, co mają robić. Lekarze POZ nie znają się na leczeniu onkologicznym, a z pękającymi paznokciami czy dokuczliwymi zmianami na skórze chorzy nie pojadą przecież na SOR” – mówiMaksymowicz.
W chwili rozpoczęcia leczenia onkologicznego niewielu chorych dostaje skierowanie do dermatologa onkologa. Do wyjątków należą też sytuacje, że lekarz lub pielęgniarka dzwonią do chorego tydzień czy dwa tygodnie od rozpoczęcia leczenia i pytają o samopoczucie.
„Tak dzieje się w krajach, w których chorzy na raka żyją dłużej niż u nas – mówi Małgorzata Maksymowicz. – Taki pacjent czuje się zaopiekowany, jest spokojny. Tego typu wsparcie daje mu poczucie bezpieczeństwa, a to ma wpływ na efekty leczenia”.
Maksymowicz uważa, że chorym z rakiem płuca potrzebna jest nie tyle pomoc
psychologiczna, o której bardzo dużo się mówi, lecz wsparcie lekarza, pielęgniarki czy koordynatora, do którego mogliby w razie potrzeby zadzwonić i który też dzwoniłby do nich co pewien czas.











































