Fedorowski: odbieramy dyrektorom szpitali podstawowe narzędzia zarządzania

„Stopniowo odbieramy dyrektorom szpitali podstawowe narzędzia do zarządzania. Przykładem jest chociażby ustawa o minimalnych wynagrodzeniach. Wszystko zmierza w kierunku, by dyrektor miał coraz mniej do powiedzenia i coraz mniejszy wpływ na działanie placówki, którą kieruje” – mówi w rozmowie z ISBzdrowie prof. Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali (PFSz).

Jak przypomina z badań PFSz wynika, że dziś największą grupą dyrektorów szpitali są obecnie ekonomiści – specjaliści od zarządzania. „A więc argument resortu zdrowia o tym, że czas wprowadzić do polskich szpitali kulturę zarządzania jest chybiony. Mamy dobrze wykształconą kadrę menedżerską, ale dzisiaj może ona jedynie administrować placówką, a nie nią zarządzać” – podkreśla.

„Coraz mniej jest obszarów, które nie są regulowane rozporządzeniami, zarządzeniami i ustawami. Siatka płac jest narzucona. Ilość i rodzaj sprzętu jaki trzeba zakupić także. Jak przyjrzymy się chociażby stanowisku do intensywnej terapii to ono jest zdefiniowane 'do bólu’, bo nawet rozporządzenie narzuca nawet posiadanie stetoskopu. Rodzi się więc pytanie z czego chcemy rozliczać dyrektorów? Czy naprawdę jakość szpitala powinna być mierzona przede wszystkim ilością sprzętu, czy może raczej liczyć się powinien wynik leczenia?” – pyta Fedorowski.

„Kontrowersje budzi także pomysł akredytacji jaki zapisano w ustawie o jakości, czyli, że to Narodowy Fundusz Zdrowia będzie ich udzielał. Takiej sytuacji nie ma w innych krajach rozwiniętych, że to płatnik będzie licencjonował (autoryzował), udzielał akredytacji i jednocześnie decydował które szpitale będą w sieci, a które – nie” – tłumaczy prof. Fedorowski.

„Akredytacja szpitala to nie jest tylko wizyta akredytacyjna co kilka lat, jak twierdzi Minister zdrowia. To nie jest spełnianie „pewnych standardów z podręcznika akredytacji”, ale proces ciągłego, monitorowanego wewnętrznie oraz przez instytucję akredytujacą parametrów jakościowych i wynikowych, tych najwyższych standardów. Uważam, że w projekcie ustawy o jakości doszło do pomieszania autoryzacji (licencjonowania) z akredytacją i do niefortunnego przekazania tego całego mixu płatnikowi” – wyjaśnia Fedorowski. – „Najlepsze, międzynarodowe praktyki akredytacyjne w ochronie zdrowia, polegają na prowadzeniu tego procesu przez uznane i niezależne instytucje (jak np. JCAHO, czy JCI), gdzie kontrolerami są praktycy, a standardy są wysokie. Akredytacja to nie jest zadanie ubezpieczyciela, czy płatnika za dane usługi, także w innych branżach”.

Jak podkreśla, środowisko pracodawców postuluje, by akredytację szpitali i innych podmiotów leczniczych przeprowadzały niezależne organizacje. „Stwórzmy radę, czy też komisję akredytacji podmiotów leczniczych, złożoną nie w większości z urzędników NFZ i MZ (jak jest w projekcie ustawy o jakości), ale z kluczowych uczestników systemu i ekspertów – praktyków, a także zaakceptujmy niektóre, uznane międzynarodowe instytucje akredytacyjne” – mówi prezes PFSz.