Minister Czech marzy o europejskich zakupach grupowych leków

Polskie Ministerstwo Zdrowia wraz z resortami Litwy, Węgier i Słowacji przygotowuje się do negocjacji z międzynarodową firmą farmaceutyczną ceny nowoczesnego leku na raka. Grupowe zakupy dawałyby im silniejszą pozycję przetargową – perspektywa większego rynku zbytu ma skłonić producenta do znacznej obniżki ceny. „Na razie odbyliśmy z producentem dialog techniczny i planujemy kolejne spotkania. Przemysł jest nimi żywo zainteresowany, bo zależy mu na tym, by lek był refundowany w większej liczbie krajów” – tłumaczy na łamach „Rzeczpospolitej” wiceminister Marcin Czech.

O jaki lek chodzi? Minister Czech zasłania się tajemnicą negocjacji, ale najprawdopodobniej o terapie CAR-T. We wrześniu Komisja Europejska (KE) zatwierdziła terapię tisagenlekleucel firmy Novartis w dwóch wskazaniach – w leczeniu pacjentów pediatrycznych i młodych dorosłych w wieku do 25 lat w terapii opornej ostrej białaczki limfoblastycznej z komórek B (ALL) w nawrocie choroby po transplantacji szpiku lub w drugim bądź kolejnym rzucie leczenia oraz w terapii dorosłych pacjentów z chłoniakiem rozlanym z dużych limfocytów B (DLBCL) w postaci nawrotowej lub opornej (r/r) po co najmniej dwóch liniach terapeutycznych. Cena terapii to wydatek prawie 500 tys. dol., ale jej efekty są wręcz spektakularne. Szerzej pisaliśmy o tym m.in.: http://www.isbzdrowie.pl/2018/09/komisja-europejska-zarejestrowala-tisagenlekleucel-terapie-komorkowa-car-t-firmy-novartis/

Rozmowy mają się odbyć w ramach tzw. grupy V4 Plus (inicjatywa Fair and Affordable Pricing) – memorandum w tej sprawie podpisywał jeszcze minister Konstanty Radziwiłł półtora roku temu. To rozwiązanie jest wzorowane na grupie BeNeLuxA, w ramach której do negocjacji lekowych przystąpiły Belgia, Holandia, Luksemburg i Austria. Na razie udało się Holandii i Belgii wspólnie wynegocjować cenę Nusinersenu – leku stosowanego w rdzeniowym zaniku mięśni.

„Wspólne negocjacje nie tylko wzmocni naszą pozycję, ale też może spowodować, że znacznie skróci się czas od rejestracji leku do jego refundacji, a więc dostępności dla polskich pacjentów” – wyjaśnia Czech.

Uważa, że rozwiązanie to świetnie by się sprawdziło w tzw. lekach sierocych, czyli tych stosowanych w leczeniu chorób rzadkich i ultrarzadkich. „Nie rozmawialibyśmy o refundacji leku dla 10 czy 50 pacjentów w Polsce, ale dla grupy 300-500 w Europie. To z pewnością pozwoliłoby na lepsze zbicie ceny” – podkreśla wiceminister.

Jego zdaniem powinien powstać fundusz solidarnościowy, czyli coś w rodzaju europejskiej unii lekowej, która zajmowałaby się kupowaniem leków sierocych dla wszystkich krajów UE.

Czy takie rozwiązanie mogłoby się sprawdzić? Przemysł farmaceutyczny jest sceptyczny. „Musimy pamiętać, że leki w Polsce mają naprawdę najniższą cenę w Europie. Dzisiaj jesteśmy w stanie przekonać nasze międzynarodowe centrale, że mamy niskie nakłady na zdrowie i zgadzają się na te obniżki, ale już ten sam lek na Węgrzech czy w Czechach sprzedajemy o 10-15 proc. drożej. Jeśli Polska chce negocjować z innymi krajami to będzie oznaczało, że będzie się musiała zgodzić na te wyższe ceny, bo nikt grupie krajów nie zaproponuje 'polskiej’ ceny” – wyjaśnia ISBzdrowie proszący o anonimowość dyrektor ds. polityki lekowej dużego międzynarodowego koncernu farmaceutycznego.